Harper i Miron sprzątają, Charlie pomagać próbuje, jak zwykle bezowocnie. Za dużo refleksji: Charlie przywiązuje się i do ludzi, i do rzeczy, ale najbardziej to do śmieci, których jakoś pozbierać nie może, przez palce przeciekają mu niedojedzone jogurty, z napęczniałej reklamówki, ledwo co wyszarpniętej z kubła, lecą pudełka, papierki, zbrązowiałe ogryzki, plastikowe opakowania, popękane płyty CD. Charlie starannie przetrząsa torebki po laysach, wyjada pokruszone chipsy, paluszki z zakurzonych szklanek. Miron mówi na to syf, Charlie mówi, że nic marnować się nie może. W końcu to Miron wynosi śmieci, Harper zapędza Charliego do odkurzacza. Na tych trzydziestu metrach kwadratowych panuje matriarchat, a przynajmniej tak zgodnie twierdzą Miron i Charlie.
Harper w łazience, w gumowych rękawiczkach, na kolanach, domestos, gąbka, szmata, kibel. Charlie nie wyłączył dudniących głośników, współbrzmią więc teraz - lub też współbrzmieć próbują -Dead Can Dance i wycie odkurzacza.
W imię propagowania darabontowej Mgły:
A potem, kiedy łazienka już lśni, wraca Miron i mówi: idę po wódkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz